MODA

Gdzie ubiera się mama?

8 lutego 2015

Dzień powrotu do pracy zbliża się wielkimi krokami, dlatego też trzeba odświeżyć trochę swoją garderobę. W ciąży chodziłam głównie w ubraniach dla przyszłym mam, a po porodzie nie kupowałam zbyt wielu ubrań, bo nie czułam takiej potrzeby. Z resztą, ja należę do kobiet, które nie znoszą robić zakupów. Galerie handlowe wręcz mnie męczą. Nie dość, że ceny wysokie to jeszcze człowiek się musi nałazić, żeby znaleźć coś fajnego.

Co prawda pracuję w biurze, ale z interesantami, aż tak często nie muszę się spotykać, więc i w garsonkach czy innych oficjalnych biurowych ubraniach nie muszę chodzić. I dzięki Bogu, bo naprawdę nie lubię się tak ubierać. Ja raczej luzak jestem i szczególnej uwagi do stroju nie przywiązuję. Jeansy, t-shirt, baleriny i lecim do pracy.

Wyprzedaże trwają, a ja jak zwykle nie mogę się w nich odnaleźć. Jedynym sklepem, który toleruję w galeriach handlowych jest H&M. Ta miłość została mi z czasów ciąży, bo właśnie tam kupowałam bluzki i portki na mój wielki bebzon. Teraz kupuję tam na wyprzedaży, bo jednak jak już obniżają ceny to dość mocno, albo w dziale dziecięcym. I pisząc w dziale dziecięcym wcale nie mam na myśli ubrań dla Karoliny tylko dla mnie. Moje metr siedemdziesiąt łapie się jeszcze na ubrania dla nastolatek. 🙂

Ale nie o H&M-ie tu chciałam, a raczej o sklepie, który wśród niektórych budzi jeszcze mieszane uczucia. Mianowicie o Lidlu. O tym, że młode matki kupują swoim dzieciom ubrania w Lidlu, wiedzą chyba wszyscy, ale że te matki również się tam ubierają to już niekoniecznie. Same kobiety wstydzą się czasem przyznać gdzie kupiły tą fajną bluzkę czy spodnie. Czemu tak jest? Nie mam pojęcia! Lidl jest naprawdę świetnym sklepem, jak dla mnie ideał. Nie lubię wydawać kasy na ubrania, a przecież Lidl jest tani! Mam go pod nosem, idę, kupuję przymierzam w domu i mam siedem dni na ewentualny zwrot lub wymianę. Ubrania nie tylko dobrze wyglądają, ale też dobrze się noszą i nawet po wielu praniach wyglądają tak samo dobrze. Oczywiście zdarzają się też takie gorszej jakości, ale jak zachowamy paragon to spokojnie możemy je reklamować. Zdarzyło mi się to raz. Po dwóch miesiącach prania zgodnie z metką spodenki Przemka straciły kolor. Oddałam, a pieniądze zostały mi bez problemu zwrócone. Powiedzcie, gdzie indziej kupicie spodnie za 35 zł, dwa t-shirty za 30 zł, a koszulę za 40 zł? Może w Pepco, ale jakość o wiele gorsza.

Zobaczcie jakie cudeńka można tam kupić:

W zakupach w Lidlu jest tylko jeden minus. Trzeba być wcześnie rano by załapać się na rozmiar S.

To jak mamuśki? Przyznacie się czy kupujecie ubrania w Lidlu?

 

Polecane dla Ciebie

  • Magda

    Ja nic do tej pory dla siebie w Lidlu nie kupiłam. Szczerze. Dla Hani owszem, ale dawno, bo kolejki rzucających się o 7.00 rano Pań, łapiących co się da i w jakiej ilości się da, skutecznie mnie odstraszyły. A poza tym, już nie mam możliwości jeżdżenia tam rano przed pracą, a po południu mało co zostaje. Poza tym, ja nie lubię oddawać. Jeździć do sklepu, wypełniać jakieś formularze… to nie dla mnie, wolę od razu przymierzyć w sklepie, a Lidl takiej możliwości nie ma.

    • Ja jeśli upatrzę coś w gazetce to idę do Lidla około 9-9:30. Wtedy są jeszcze ostatnie sztuki najmniejszych rozmiarów. Czasem się udaje na nie załapać, czasem nie. Panie walczące o każdą rzecz są około 7-8 rano. 🙂 Oddawanie w Lidlu jest bardzo proste, nie wypełnia się nic. Po prostu dajesz paragon, zwracaną rzecz i oddają Ci kasę. Ja oddawałam coś dwa razy, bo z reguły S na mnie pasuje, więc nie mam tego problemu, a nawet jeśli do do Lidla rzut beretem.

  • To prawda… w takich przełomowych momentach warto garderobę odświeżyć 🙂 To dobry powód. MY podczas przeprowadzki chyba dużo ciuchów do domu nie dowieziemy 🙂

    http://www.MartynaG.pl

  • Ja czasem kupuję. U mnie z tym gorzej, bo o 7 to ja już do pracy jadę, ale czasem męża wyślę. Więc czasem coś złapię, jak się mały rozmiar znajdzie

  • O fajnych rzeczach z Lidla każdy słyszał ale już niewiele osób je widziało. Tak szybko znikają:(

  • Lubię kupować ciuchy w Lidlu najbardziej z jednego powodu. Włażę w rozmiar S, mimo, że noszę L 😀 Wkurza mnie czasem, że ubrania zupełnie inaczej wyglądają w gazetce niż w rzeczywistości, ale zawsze z ciekawością przeglądam co tam mają do zaoferowania. Czekam na czwartkowe legginsy 😉