KARMIENIE

Jestem z siebie dumna

8 czerwca 2015

Wraz z końcem maja zakończył się również pewien etap mojego życia jako matki. Moje ciało podarowało mniej więcej 445500 ml mleka! Chcecie wiedzieć jak to wyliczyć? To zapraszam Was na bloga Mataja!

Stety, niestety moje ciało już więcej nie podaruje, bo nastąpił koniec. Koniec karmienia piersią, koniec odciągania. Laktator spakowany w walizkę wylądował w szafie. Zasłużył na odpoczynek i cierpliwie czeka na rodzeństwo Karoliny.  Chociaż mam ogromną nadzieję, że jeżeli takowe się pojawi, to nie będzie takie problematyczne jak Karolina i będzie jadło bezpośrednio z cycusia.  6,5 miesiąca karmienia piersią  plus 10 miesięcy karmienia mlekiem odciąganym – naprawdę jestem z siebie dumna, bo niejedna matka, mając takie problemy jak ja poddałaby się już na starcie. Ale nie ja… ja jestem uparta i zawzięta. Chciałam karmić jak najdłużej, najlepiej do drugiego roku życia, ale miesiące po zwolnieniu z pracy, stres itd. zrobiły swoje i mleko zaczęło stopniowo zanikać. 16,5 miesiąca to też niezły wynik, dlatego też nie rozpaczam, że karmienie się skończyło.

Niektórzy mówią mi, że jestem ich guru odciągania. Ja tak nie uważam. Nie robiłam nic szczególnego, po prostu chciałam podarować mojemu dziecku kawałek siebie, chciałam żeby  Karolina  piła mleko, które jest wyjątkowe, stworzone tylko dla niej. Wiem, że niejedna matka tak robi. Niektóre odciągają mleko już od samych narodzin, inne po powrocie do pracy. Zawsze kieruje nimi to samo – dobro dziecka.  Wiem, niektórzy mogą się oburzyć, że przecież mleko modyfikowane to nic złego, że jest równie dobre jak mleko mamy, ale nie oszukujmy się, żadne mleko modyfikowane nie zastąpi mleka mamy, choćby zawierało w sobie Bóg wie ile witamin i składników mineralnych, nigdy mu nie dorówna składem. Do tego dochodzi jeszcze bliskość karmienia, więź matka – dziecko. Ach.. coś pięknego! Cieszę się ogromnie, że moja przygoda z karmieniem trwała 16,5 miesiąca.

Podziwiam matki walczące o każdy mililitr swojego mleka. Kto nigdy nie odciągał pokarmu nie wie jak to jest, z czym to się wiąże. Nie mówię tutaj o okazjonalnym odciąganiu w sytuacji nawału mlecznego czy też przed wyjściem z domu na imprezę. Mówię tu o odciąganiu po kilka, kilkanaście razy dziennie przez dni, miesiące czasem lata. Każda sesja trwa 30 minut,  8-10 razy na dobę. Podziwiam matki, które to robią, znajdują na to czas, nie poddają się i nie podają mleka modyfikowanego,  tylko walczą.  Początkowo, kiedy dziecko nie jest jeszcze zbyt aktywne takie odciąganie nie sprawia większych problemów, problem pojawia się gdy dziecko zaczyna raczkować, wstawać, wspinać się na meble, chodzić… To dopiero jest hardcore. Weź tu matko usiądź na tyłku i pół godziny skupiaj się na swoich cyckach, zrelaksuj się i nie denerwuj, bo przecież jak się zdenerwujesz to mleka będzie mniej albo wcale. Nie raz przez to przechodziłam i wiem, że stres w takich sytuacjach to największy wróg matki laktatorowej. Nie jest to łatwe, ale do wykonania. Jestem tego doskonałym przykładem.

Pierwszym wyborem każdej matki mającej problemy z laktacją powinien być kontakt z doradcą laktacyjnym i przystawianie dziecka jak najczęściej do piersi. Później porządny laktator elektroniczny, a nie mleko modyfikowane. Nawet najmniejszą laktację można rozbujać. Wystarczy tylko chcieć. Jakiego laktatora używałam? O tym przeczytacie tu.  Polecam go z całego serca, bo gdyby nie on, karmienie skończyłabym w pierwszym miesiącu życia Karoliny, a tak moje ciało podarowało prawie pół miliona mililitrów mleka!

Moje ciało podarowało

Dumna z siebie idę sprzątać mieszkanie! Miłego dnia!

Olga

Polecane dla Ciebie

  • Olga, nie raz i nie dwa powtarzałam Ci, że podziwiam Cię za to 🙂 Jesteś wzorem dla innych mam! 🙂

  • Bądż dumna 🙂 ja karmiłam zaledwie trzy miesiące 🙁