Rok temu mniej więcej o tej porze napisałam Wam na facebooku, że do mojego segregatora z dokumentami trafiło wypowiedzenie umowy o pracę od ówczesnego pracodawcy. Tak, zostałam zwolniona pierwszego dnia po powrocie do pracy z urlopu macierzyńskiego. Był to dla mnie szok, nie potrafiłam się w tej sytuacji odnaleźć, ale na szczęście trafiłam na odpowiednich ludzi, którzy pomogli mi się z tym problemem uporać.

Do napisania tego postu zbierałam się przez kilka ostatnich miesięcy, bo przecież o takich rzeczach trzeba mówić głośno, a ja w końcu jestem gotowa, by pisać o tym bez większych emocji. Owszem zwolnenie zabolało, szczególne że poświęciłam tej firmie 5 lat mojego życia. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło i z miejsca, w kórym obecnie jestem, widzę toksyczność mojego związku z byłym pracodawcą. Dzięki zwolnieniu przejrzałam na oczy.

Ale do rzeczy… Czy jest tu jakaś mama, która przed powrotem do pracy nie martwiła się, że zostanie przez swojego pracodawcę zwolniona? Raczej wątpię. Nie wiem jakie trzeba mieć relacje ze swoim szefem/szefową by nie martwić się o swoją pozycję zawodową. Tak samo było w moim przypadku (pisałam Wam o tym tu). Wtedy jeszcze liczyłam na to, że do zwolnienia nie dojdzie i wrócę na stare śmieci.

Jednak już pierwszego dnia, w pierwszych 15 minutach mojego powrotu do pracy, moje wątpliwości zostały… chciałoby się napisać rozwiane, ale nie – zostały potwierdzone. Była szefowa na moje ręce złożyła „TEN” papier. Papier, którego żaden pracownik nie chce oglądać – wypowiedzenie umowy o pracę na czas nieokreślony. Nie będę Wam tutaj pisać jak potoczyły się kolejne dni, bo blog to nie miejsce na pranie brudów. A wierzcie mi, była ich cała masa. Dzisiaj chcę Wam napisać o tym, że w takich wypadkach warto zachować trzeźwy umysł i walczyć, walczyć o swoje prawa! Ja tak zrobiłam…

W dniu, w którym otrzymałam od pracodawcy wypowiedzenie, skonsultowałam jego zasadność z radcą prawnym (mój mąż okazał się w tej kwestii bardzo pomocny). Postanowiłam je sprawdzić, bo kiedy była szefowa mi je wręczała, powtarzała kilkakrotnie, że napisane jest ono zgodnie z prawem i jeżeli mam ochotę to mogę odwołać się do sądu pracy. I zgadnijcie – zrobiłam to! Mało tego, proces wygrałam. Trwał on kilka miesięcy, odbyły się dwie rozprawy, na trzeciej zapadł już wyrok. Wyrok na moją korzyść. Pracodawca musiał wypłacić mi odszkodowanie za nieuzasadnione zwolnienie z pracy.

Dlaczego Wam to piszę? Bo wiem, że wiele kobiet zostaje w ten sposób potraktowanych przez swojego pracodawcę, jednak boją się zawalczyć o swoje prawa. A to błąd, bo przecież mamy na utrzymaniu nowego członka rodziny i każdy grosz się liczy.

Po tym jak napisałam Wam na facebooku, że pracodawca zwolnił mnie już pierwszego dnia, otrzymałam od Was bardzo dużo wiadomości. Część z Was nie dowierzała, że coś takiego mogło się zdarzyć i mówiła mi, że pracodawca nie ma prawa mnie zwolnić. Rzecz w tym, że jednak takie prawo ma, ale zwolnienie musi być uzasadnionie, szczególnie jeśli było się zatrudnionym na umowę na czas nieokreślony.

Pracodawca nie może zwolnić młodej mamy tylko w jednym przypadku – gdy ta wraca do pracy na część etatu. Wtedy jest ona objęta ochroną przez 12 pełnych miesięcy. Pracodawca nie może też odmówić zmniejszenia etatu.

W innych przypadkach pracownica nie jest chroniona przez prawo, przynajmniej nie w takim stopniu jak w okresie ciąży czy urlopu macierzyńskiego. Zatem moja ochrona skończyła się z dniem, kiedy wróciłam do pracy w pełnym wymiarze czasu pracy. Pracodawca skorzystał z okazji i mnie zwolnił. W takich wypadkach zawsze należy zwrócić szczególną uwagę na przyczynę rozwiązania stosunku pracy (niejednokrotnie pracodawcy podają zmyślone powody). W związku z tym, że byłam zatrudniona na czas nieokreślony, pracodawca miał w obowiązku wskazać w wypowiedzeniu nie tylko przyczynę, ale również musiał uzasadnić, dlaczego do zwolnienia wybrał właśnie mnie. A skoro tego nie zrobił, to istniały przesłanki, by sądzić, że bezpośrednią przyczyną mojego zwolnienia był fakt, że skorzystałam w uprawnień przysługujących kobiecie w ciąży oraz wykorzystałam roczny urlop macierzyński. Pachnie to dyskryminacją, prawda?

Co robić jeżeli zostaniesz zwolniona po urlopie macierzyńskim? 

  1. Po pierwsze zachowaj trzeźwy umysł i skonsultuj swoje wypowiedzenie z prawnikiem lub radcą prawnym. Im szybciej tym lepiej, szczególnie, że od podpisania wypowiedzenia masz siedem dni na wniesienie odwołania do właściwego sądu pracy.
  2. Zawsze masz prawo odwołać się od decyzji pracodawcy w sądzie pracy, tj. złożyć pozew o uzanie wypowiedzenia za bezskuteczne, o przywrócenie do pracy lub o odszkodowanie. Przy pisaniu pozwu możesz skorzystać z pomocy specjalisty lub zrobić to sama.
  3. Czekaj na rozprawę i broń swoich praw. To w gestii pracodawcy leży udowodnienie w sądzie, że nie zwolnił Cię ze względu na przebytą ciążę, a przyczyna zwolnienia wskazana w wypowiedzeniu jest prawdziwa.
  4. Nie daj się zastraszyć byłemu pracodawcy. Mnie w trakcie rozpraw próbowano zastraszyć kosztami zastępstwa procesowego czyli prawnika. Prawda jest taka, że w sądzie pracy koszty te w większości przypadkó pokrywane są przez przegraną stronę do kwot z góry ustalonych w ustawie. W moim przypadku 60zł. Więcej na ten temat tu. Niestety jeżeli wygracie to koszty Waszego prawnika ponosicie Wy.

Nie bójcie się sądów. Są przypaki, w których pracodawcy aż się proszą o podanie ich do sądu pracy, a zwolnienie pierwszego dnia po macierzyńskim z pewnością się do nich zalicza.

Nie bądź obojętna. Udostępnij ten wpis na swojej osi czasu na facebooku. Młode mamy powinny poznać moją historię. Nigdy nie wiadomo kiedy ta wiedza może im się przydać. 

foto: shutterstock.com