LIFESTYLE

Chcę schudnąć!

23 kwietnia 2016

Ile z Was przynajmniej raz w roku wypowiada te słowa? Co trzecia, co druga, a może każda? A ile z Was faktycznie robi coś w tym kierunku? Moja przygoda z ćwiczeniami zaczęła się w grudniu, kiedy weszłam na wagę i się przeraziłam. Wskazywała ona wówczas 65 kg! Wyobrażacie to sobie? 170 cm wzrostu i 65 kg? Waga niby w normie, ale byłam okąglutka jak mini pączuś. Tłumaczę sobie, że to głównie dlatego, że przestałam karmić i wpierniczałam czekoladę kilogramami. Na szczęście powiedziałam sobie dość! Postanowienie noworoczne zostało wprowadzone w życie, jeszcze zanim nowy rok się rozpoczął. Pomogły mi w tym Mel B (poprzez grę na Playstation – Get fit with Mel B) oraz  Kinga (Ladygugu), kiedy opublikowała na swoim blogu pośladkowe wyzwanie. Ruszyłam swoje cztery litery z kanapy.

Przez ponad dwa miesiące, 3 razy w tygodniu, ćwiczyłam z Mel B i przez miesiąc robiłam przysiady, i co? Do lutego moja waga ani drgnęła. Co prawda pośladki nieco się uniosły, ale reszta pozostawała bez zmian. Z początkiem lutego zaprosiłam do mojego życia Ewę. Pomyślałam sobie, że skoro ćwiczą z nią miliony, to pewnie coś ta babka musi w sobie mieć. Chudnie z nią tyle dziewczyn, to dlaczego mi ma się nie udać?  Tym razem podeszłam do tematu mądrze. Trening bez diety czy dieta bez treningu są gówno warte – sama się o tym przekonałam, dlatego też postanowiłam wprowadzić również dietę. Myślałam nad pójściem do dietetyka, ale z tym wiążą się dość spore koszty. Ostatecznie jednak w jednym z internetowych serwisów zamówiłam dietę online.

I tak przez dwa miesiące, od połowy lutego do połowy kwietnia, ciężko pracowałam nad swoją formą. W końcu lato coraz bliżej. Tylko żebyście sobie nie pomyśleli, że spoczęłam na laurach. Dni mijają mi szybko. 4-5 razy w tygodniu staram się być aktywna fizycznie. Poza tym codziennie stoję przy garach, przygotowując posiłki na kolejny dzień. Na tyle mnie to wciągnęło, że wyrobiłam w sobie nawyk zdrowego odżywiania i picia wody – wykupiona dieta skończyła mi się ponad tydzień temu. Teraz jadam regularnie, smacznie i zdrowo. Wcześniej bywało z tym różnie.

Chcecie wiedzieć ile schudłam w dwa miesiące?

7,5 kilograma

Moja waga spadła z 65 na 57,5 kg. Jestem z tego wyniku mega dumna, bo wierzcie mi łatwo nie było. Ja, czekoladowy potwór, który nie wyobraża sobie życia bez tego smakołyku, nagle zmienił swoje nawyki żywieniowe i szaleje z czekoladą tylko w „te” dni.  Także wiecie, jak ktoś chce schudnąć, to schudnie i nie potrzeba do tego drogiego karnetu na siłownię czy cotygodniowych wizyt u dietetyka. Wystarczy trochę silnej woli i samozaparcia, a na pewno się uda. Jestem tego dobrym przykładem. Najważniejsza jest motywacja! Wierzcie lub nie – patrzenie na Chodakowską pomaga!  😆

Ja już na dobre wkęciłam się w zdrowy tryb życia – jem sporo warzyw, piję zielone koktajle, które zabieram do pracy w ramach drugiego śniadania, wieczorami biegam lub odwiedzam siłownię pod chmurką. A wy co robicie by latem móc wskoczyć w sexy bikini?

Spodobał Ci się mój tekst? Świetnie! Zostaw po sobie ślad w postaci komentarza. Miło mi będzie jeżeli zostaniesz ze mną na dłużej i polubisz mój profil na facebooku i instagramie

 zdjęcie główne: flickr.com

Polecane dla Ciebie

  • Ojaaa brawo! Gratuluję i spadku wagi, i motywacji, i wytrwałości. Ja jakoś nie mam tych dwóch ostatnich. Codziennie mam poćwiczyć, ale rano nie mam kiedy, a wieczorem padam na twarz. U mnie chyba jedynym rozwiązaniem będą zoragnizowane ćwiczenia poza domem.

    • Dziękuję Iza. Z tego co Cię pamiętam to Ty chudzina jesteś, więc nie wiem czy odchudzanie w Twoim przypadku jest konieczne. Może delikatne podkreślenie mięśni.
      Ja akurat nie lubię zajęć zorganizowanych. Siłownię owszem, ale aerobiki, zumby czy inne pilatesy nie są dla mnie. Już wolę Chodakowską w domu, ale też ćwiczę dopiero jak położę Karolinę spać, mimo że niejednokrotnie mi się nie chce to staram się mobilizować. Po ćwiczeniach mam zawsze lepszy humor.