LIFESTYLE

Filmy na walentynkowy wieczór

12 lutego 2017

14 lutego zbliża się wielkimi krokami. Dla jednych walentynki to okazja do świętowania, dla innych dzień jak codzień. My tego dnia raczej nie świętujemy. Nawet kiedy nie byliśmy jeszcze małżeństwem, to nie robiliśmy w walentynki nic szczególnego. Owszem wieczór spędzaliśmy w swoim towarzystwie, były prezenty i inne, ale raczej w domowym zaciszu niż w przeładowanej klientami, głośnej restauracji czy w kinie. Zawsze czuliśmy się dobrze sami ze sobą i tak już nam zostało. Ale chyba tak powinno być, prawda?

Dla par, które tak jak my spędzają ten wieczór w domu przygotowałam listę filmów, które moim zdaniem warto obejrzeć w walentynki. Nie będę się tutaj odnosiła do klasyki, bo kto z nas nie oglądał takich pozycji jak Śniadanie u Tiffaniego, Dirty Dancing, Kiedy Harry poznał Sally, Bezsenność w Seattle czy Love Story. Skupię się raczej na filmach ostatnich lat. Powiedzmy z ostatniej dekady. Od razu zaznaczam, że kolejność tych filmów jest zupełnie przypadkowa i nie jest to żaden ranking. Są to filmy, które oglądałam i które moim zdaniem będą dobre na umilenie Wam walentynkowego wieczoru. Zaczynamy?


500 dni miłości (tytuł oryginalny 500 days of Summer)  – ocena Filmweb 7,2

Film o tym jak chłopak, porzucony przez  wspomnianą wyżej Summer, przypomina sobie wszystkie 500 dni ich znajomości i próbuje dojść do tego co w ich związku poszło nie tak. Przyznam szczerze, że ani razu nie widziałam tego filmu w całości, bo zawsze w tv leciał w takich godzinach, że Karolina nie dawała mi go obejrzeć. Widziałam jakieś 80% i uważam, że jest to pozycja godna polecenia na walentynkowy wieczór.

Gwiazd naszych wina (tytuł oryginalny The fault in our stars) – ocena Filmweb 7,6

Film romantyczny ze smutną historią w tle. O tym jak chora na raka Hazel na spotkaniach grupy wsparcia poznaje Gusa, chłopaka z amputowaną nogą. Uwaga – łzy gwarantowane, więc jeśli nie chcecie się tego wieczoru totalnie rozkleić, to radzę go pominąć.

Kocha, lubi, szanuje (tytuł oryginalny Crazy, Stupid, Love.) – ocena Filmweb 7,4

Niektórzy mogliby rzec, że ten film to przeciętna komedia romantyczna, jednak ja uwielbiam duet Stone/Gossling. Każdy film z ich udziałem mi się podobał (koniecznie muszę obejrzeć La La Land), więc i w tym przypadku nie mogło być inaczej. Film o tym jak zdradzony przez żonę Cal (Steve Carrel) zaczyna znowu umawiać się na randki, a że idzie mu to dość nieporadnie, to korzysta z pomocy przystojnego podrywacza, którego gra właśnie Gossling. Warto obejrzeć ten film choćby dla tej sceny.

Wiem, wiem – w ostatnim wpisie też była mowa o Ryanie, ale co ja poradzę, że mam do gościa słabość? PS. Na trzydzieste urodziny dostałam od Przemka książkę pełną zdjęć Ryana, żebym sobie chociaż mogła popatrzeć.

 

Jak urodzić i nie zwariować (tytuł oryginalny What to expect when you’re expecting) – ocena Filmweb 6,3

Film znalazł się tutaj, głównie ze względu na mój odmienny stan, jakim jest ciąża. Jeżeli Wy też spodziewacie się potomka, to warto go obejrzeć, pomimo niezbyt wysokiej oceny. Film o spojrzeniu pięciu par na ciążę i rodzicielstwo pełen komicznych sytuacji. Do tego znana obsada – Cameron Diaz, Jennifer Lopez, Elisabeth Banks, Anna Kendrick i świetny Chris Rock.

Czas na miłość (tytuł oryginalny About Time) – ocena Filmweb 7,6

Film obejrzałam głównie z dwóch powodów. Pierwszym był reżyser, a właściwie poprzednie jego filmy: Notting Hill i To właśnie miłość. Drugim natomiast – Rachel McAdams, którą bardzo lubię. Potem okazało się, że jest naprawdę fajny i jak najbardziej powinien się w tym spisie znaleźć. O czym jest? Ano o tym jak 21-letni Tom w dniu swoim urodzin dowiaduje się od ojca, że mężczyźni w ich rodzinie mogą podróżować w czasie, do wydarzeń, które już w życiu przeżyli. Jak się dobrze domyślacie Tim będzie z tego talentu korzystał, by rozkochać w sobie miłość swojego życia  – Mary.

O północy w Paryżu (tytuł oryginalny Midnight in Paris) – ocena Filmweb 7,1

Może i nie jest to typowy film walentynkowy, ale z pewnością oglądając go zakochacie się w latach 20-tych. Ja po obejrzeniu tego filmu pomyślałam sobie, że w tamtej epoce bym się spokojnie odnalała.  Świetny klimat stworzony przez Woody’ego Allena wraz z zaskakująco dobrą kreacją Owena Wilsona, który przenosi się w czasie do Paryża lat 20-tych. Gil zamiast planować ślub w ukochaną (w jej roli znowu Rachel McAdams) woli spędzać czas z uroczą Adrianą (Marion Cotillard).

Jeśli chodzi o moje propozycje to byłoby na tyle. Pewnie jest jeszcze masa innych walentynkowych filmów ostatnich lat, których nie widziałam albo o których zapomniałam, ale liczę na Was i Wasze komentarze. Może polecicie mi coś ciekawego na romantyczny wieczór z mężem? 

Zdjęcia pochodzą z serwisu Filmweb

 

Polecane dla Ciebie

  • O tak, prawie wszystkie z tych filmów znam i lubię 🙂 Tylko wciąż zastanawiam się czy obejrzeć „Jak urodzić i nie zwariować”, bo z jednej strony słyszałam, że jest kiepski, ale za to jedna koleżanka zalecała, żebym sobie obejrzała póki w ciąży jestem i w końcu nie wiem 😛

  • Jak urodzić i nie zwariować – uwielbiam ten film, w ciazy oglądałam go trzy razy.

  • Dla mnie będzie Lejdis 😉 Część wymienionych filmów znam, część kiedyś nadrobię 🙂

  • Matka-Dietetyczka

    O rany dzięki za inspirację!:) Przyda się oj przyda!

  • O połnocy w Paryżu mnie też bardzo wciągnął, ale ja uwielbiam Allena i każdy jego film mnie wciąga.

  • Jak urodzić i nie zwariować – bardzo mi się podobał 🙂

  • Jak urodzić i nie zwariować- brzmi nieźle 😉

  • Z tych, ktore podalas to najbardziej podobal mi sie About love. Ja jeszcze polecam Teoria wszystkiego! 🙂

  • MImo, że znane – warto zobaczyć jeszcze raz, a „O pólnocy w Paryżu” znakomity 🙂

  • Gwiazd naszych wina na walentynki bym nie wybrała. Wyłam na tym z rozpaczy. Wolałabym jednak coś weselszego.

    • Film to typowy wyciskacz łeż, ale nie można o nim powiedzieć, że nie jest romantyczny. Dlatego napisałam ostrzeżenie, że łzy gwarantowane i radzę się zastanowić. Zarówno mi jak i mężowi się brardzo podobał.

  • Widziałam wszystkie poza 500 dni miłości. Muszę go obejrzeć!

  • Crazy, Stupid, Love – uwielbiam 🙂 I to wcale nie przez Ryana G. 🙂

  • My obejrzeliśmy wyjątkową kiłę, nawet szkoda gadać 🙂

  • ‚Jak urodzić i nie zwariować’ zrozumieją tylko rodzice, wiec dla nas jest super! Znajomi oglądali go, gdy nie mieli dzieci i drugi raz, gdy już syn pojawił się na świecie i potwierdzili, że dla rodziców jest dużo zabawniejszy. To tez pozycja obowiązkowa na Baby Shower 😉