MAMA

Macierzyństwo mnie męczy…

15 maja 2017

Od pewnego czasu krażą mi po głowie dość nieciekawe myśli. Zaczęły się mniej więcej wtedy, gdy przestałam pracować i poszłam na zwolnienie lekarskie. Z resztą pisałam Wam o tym, że tęsknię za pracą. I wiecie co? Nadal tak jest! Pomimo tego, że jestem już z Karoliną w domu od prawie 3,5 miesiąca… Tak jak kiedyś przeżywałam powrót do pracy po urlopie macierzyńskim, tak teraz jest mi naprawdę trudno się odnaleźć w domu. Im dłużej w nim przebywam, tym jestem mniej zorganizowana.  Ciekawa jestem jak czują się mamy, które zdecydowały się skorzystać z urlopu wychowawczego. Czy spełniają się w roli mamy czy może są już na tyle wykończone, że nie mają siły narzekać?

Szczerze powiedziawszy ja już dostaję kota i naprawdę podziwiam te mamy. Tak jak kiedyś podziwiałam te łączące pracę zawodową z domowymi obowiązkami, tak teraz odwróciło się to o 180 stopni. Jak to mówią: punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.  Po tych  3,5 miesiąca z Karoliną w domu stwierdzam, że niania i praca były moim wybawieniem. Dlaczego tak uważam? Bo męczy mnie przebywanie w domu z własnym dzieckiem.  Wiem, to co piszę jest straszne i niektórzy z Was mogą sobie pomyśleć, że jestem nienormalna, że publicznie się do tego przyznaję, ale jak się okazuje, nie tylko ja tak mam. 

Spotkałam się ostatnio z koleżanką ze szpitalnej sali i ona ma dokładnie takie same odczucia. Praca i przedszkole dziecka są dla niej odskocznią. Ja, przez ciążę, zostałam od tego odcięta i czuję się jakbym nie mogła złapać kolejnego oddechu. To zadziwiające jak szybko się to zmienia. Jak widać praca miała nie tylko znaczenie zarobkowe, ale wpływała też dobrze na moje samopoczucie. Idąc tam odpoczywałam od domu i dziecka. Teraz nie mam gdzie odpocząć, a na dodatek niebawem na świecie pojawi się drugie maleństwo.  

Nie wiem czy to przez zbliżający się poród, hormony ciążowe czy może wszystko razem wzięte, ale wierzcie mi stałam się kłębkiem nerwów. Zawsze byłam nerwowa, ale teraz wkurza mnie dosłownie wszystko. Są takie dni, że marzę o tym by wysłać Karolinę w kosmos albo chociaż do dziadków, ale ona jest tak ze mną związana, że nie ma opcji, żeby gdziekolwiek została sama. Cały czas tylko mama i mama. Aż się boję pomyśleć co będzie jak urodzę małego i te kilka dni będę musiała zostać w szpitalu. 

A wiecie co mnie męczy najbardziej? Rutyna.

Codziennie jest ta sama śpiewka, ona robi bajzel, ja sprzątam, a efektów tego nie widać. W mieszkaniu panuje jeden wielki chaos! Ja mam ochotę odpocząc z nogami w górze, bo przecież męczą mnie te straszne opuchlizny, ona akurat chce skakać, biegać, robić fikołki, albo np. jak w piątek wywalić wszystkie swoje ubrania z szafek. Karolina jest jednym z tych dzieci, które 5 minut na tyłku nie posiedzą. Nawet jak włączę jej bajki to po kilku minutach przestaje je uważnie oglądać, bo turlanie się, ganianie za psem czy fikanie jest ważniejsze – a przy wszystkim muszę jej asystować ja. Niektórzy z Was mogą powiedzieć, że powinnam się cieszyć, że mam aktywne dziecko, że nie jest flegmatyczna i nie siedzi non stop w jednym miejscu, ale to raczej Ci, którzy mają spokojne i wyciszone dzieci. Rodzice aktywnych dzieci marzą o chwili spokoju.

Wstaje o 6 rano i do godziny 20 biega, nie chodzi – biega! Skąd ona bierze tyle energii? Nie mam pojęcia, szczególnie, że od dawna nie śpi już w dzień. Ostatnio Przemek zabrał ją do swojej siostry na dwie godziny, bym ja mogła trochę odpocząć. Okazało się, że samotność to jest to czego teraz potrzebuję najbardziej. To okropne co piszę, prawda? Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że zaraz na świecie pojawi się Michał.  Z każdym dniem staję się tą myślą coraz bardziej przerażona. Jak ja sobie poradzę z dwójką dzieci? Pierwsze 2 tygodnie jakoś to będzie, bo przecież Przemek wykorzysta urlop ojcowski, ale później? Znerwicowana ja, wystrzelona 3-latka i noworodek na placu boju, oj będzie ciekawie…

Tutaj właściwie mogłabym zakończyć ten wpis jednak tego nie zrobię. Wiecie dlaczego? Bo chciałabym żebyście wiedzieli, że pomimo mojego zmęczenia nie zamieniłabym tej mojej Karoliny na żadną inną, a kiedy pisałam ten wpis miałam za sobą naprawdę zły dzień. Kocham w niej to, że jest właśnie taka jaka jest i chociaż czasami NAPRAWDĘ mam jej dosyć to jest moim największym skarbem. Każda chwila spędzona z nią dodaje mi skrzydeł, a kiedy 1000 razy dziennie słyszę „Mamoooo!”, wiem, że jestem jej potrzebna. To jest chyba w macierzyństwie najpiękniesze. Świadomość tego, że ta mała istota Cię potrzebuje i że jesteś dla niej całym światem. Macierzyństwo może cię męczyć, dziecko może Cię wkurzać niemiłosiernie, ale i tak pod koniec dnia usiądziesz wypompowana, z kubkiem herbaty czy też kieliszkiem wina w ręku i stwierdzisz, że był to dobry dzień. A to, że dziecko rozpierniczyło wszystkie swoje zabawki po całym mieszkaniu, wyrzuciło ubrania z szafki, rozlało wodę z psiej miski, czy też porysowało kredkami ściany nie będzie miało żadnego znaczenia, bo przecież kochasz je nad życie i wszystko mu wybaczysz. Jesteś w końcu jego mamą, jego superbohaterką…

 

Polecane dla Ciebie

  • Czasami mam dokładnie tak jak Ty! To chyba normalne, że przychodzi taki moment kiedy marzysz o chwili świętego spokoju. Sama jestem w domu już od kilku miesięcy i naprawdę tęsknie za pracą! :)))
    Ale też nie zamieniłabym tej „rutyny” na nic innego! 🙂

    • Właśnie o to chodzi. My mamy jesteśmy między młotem a kowadłem. Z jednej strony chcemy do ludzi a z drugiej ta mała istota jest całym naszym światem i ciężko nam się tam odnaleźć.

  • Rozumiem Cię, miałam to samo po 1,5 roku dnia świstaka 😉 Teraz nie narzekam, bo małą rano odwożę do żłobka, i nie żałuję! W ciąży tym bardziej ta rutyna doskwiera + hormony i zniecierpliwienie = mieszanka wybuchowa! Jeszcze troszkę! Dasz radę! A co dalej, przedszkole od września czy mała zostaje z wami?

    • Mam nadzieję, że się dostanie do przedszkola, bo jak nie to wtedy do prywatnego. Z dwójką w domu będzie hardcore.

  • Różnie. Z synem byłam w domu 5,5 miesiąca. Dla mnie o wiele za długo! Nie mogłam doczekać się powrotu. Z córką 9 miesięcy, bo macierzyński się skończył. Dla mnie akurat wtedy, chociaż myślałam, ze do roczku też by było dobrze. Teraz… po 3 latach wychowawczego… nie wracam. Nie mam dokąd to raz. Ale także nie chcę. Znalazłam sobie sposób na życie bez wychodzenia do pracy. A narzekać i tak czasem narzekam 😉

    • Nic tylko pogratulować, że się spełniasz, ale pewnie też jest inaczej jak dzieci są już trochę starsze.

  • co do tego jak sobie radzą mamy na wychowawczym – to jeszcze zależy czy są w ciąży czy nie 🙂 ja jestem na wychowawczym ale nie w ciąży i daję sobie radę jakoś – w sensie organizacji. Doskonalę umiejętność stawiania priorytetów i… delegowania zadań.
    Za to ja podziwiam mamy które mają więcej niż jedno dziecko i jeszcze są w ciąży albo malucha! To jest dopiero wyzwanie! pozdrawiam i życzę powodzenia!

    • Nie wyobrażam sobie mieć dwójki dzieci i jeszcze trzecie w drodze. Chyba by mnie to wykończyło. Jedno mega aktywne + ciąża w zupełności mi wystarczą.

  • Każdy czasem ma słabszy dzień i ma wszystkiego dość 🙂 Każdy ma prawo czuć się zmęczony codziennymi obowiązkami i rutyną – jeżeli każdy dzień wygląda podobnie, to nic dziwnego, że momentami jesteśmy zmęczeni. Ale najważniejsze, że większość dni jest pełna radości i optymizmu. Taki maluch zawsze wszystkich rozwesela i sprawia, że mamy dla kogo żyć 🙂

  • co tu dużo gadać, wszystkie dostajemy korby, gdy się nas wtłacza wyłącznie w rolę matki kury domowej. rutyna zabija całą radość kontaktu z dzieckiem, swobody codziennych decyzji, braku stresów innego pochodzenia…

    • Niestety tak, dlatego potrzebujemy odskoczni. Chociaż wiesz, są takie mamy co się spełniają w 100% w roli matki i kury domowej. Nie wiem czy tak rzeczywiście jest, czy może to tylko na pokaz, ale same o tym mówią. I czasam jak z taką rozmawiam, to mam wrażenie, że ze mną jest coś nie tak.

      • to jest chyba tak, że każda z nas ma swoje limity gdzie indziej i jak przekraczamy je dobrowolnie, to jeszcze jakoś działa, ale jak jesteśmy zmuszane to czujemy się w pułapce i tak czasem bywa z macierzyństwem 🙂

  • Sandra Nowicka-Nowak

    Trochę smutny ten wpis, ja tam wolę doceniać wszystko co mam. Wiadomo, że jest czasem ciężko, mówisz do dziecka a ono po prostu nie słyszy i nie reaguje, ale na tym polega nasza rola jako rodziców- praca, praca i jeszcze raz praca.

    • Smutny, bo akurat miałam taki nastrój. A z drugiej strony mam ściemniać, że jest dobrze i słodkopierdząco? Bez sensu, lepiej napisać jak naprawdę jest.

  • Kamila Posobkiewicz

    Nie dziwię się, że miewasz dość. Skoro jesteś w zaawansowanej ciąży potrzebujesz specjalnego traktowania, odpoczynku i czasem wyciszenia.
    Ja też mam dwoje dzieci z różnicą trzech lat pomiędzy nimi i przyznam, że początki łatwe nie były, organizacja, logistyka, ogarnianie siebie i dzieci( mąż pracuje za granicą i wyjechał, gdy maluch miał miesiąc). Ale wszystko się da. Tylko spokojnie. Nie wymagaj od siebie niemożliwego. I pamiętaj, że jeśli raz nie posprzątasz domu, świat się nie zawali. A Ty możesz pójść na miły spacer. Powodzenia!

    • Dzięki Kamila! Podbudowałaś mnie! Ja mam o tyle dobrze, że mąż na miejscu, także Ciebie jak najbardziej podziwiam!

  • A muslalas o 2-3h w klubie malucha lub przedszkolu?

    • Do przedszkola pójdzie od września, teraz nie bardzo jest sens, bo nie mamy żadnego prywatnego pod nosem, więc jeszcze byłoby problem z dowozem jej tam.

  • Każda z nas ma czasem dość 🙂 Sama zastanawiam się skąd moje dzieci biorą tyle energii jakby miały ciągle naładowane baterie w tyłku 🙂

  • Rozumiem, każdy ma prawo być zmęczony, szczególnie w zaawansowanej ciąży. Ale warto 😉 uczucie że nasze dziecko nasnpotrzebuje jest najlepsze na świecie. W tym miejscu cieszę się że jestem niezastąpiona. dużo sił życzę.

    • W pierwszej ciąży było zupełnie inaczej. Teraz z racji tego, że jest już dziecko, którym trzeba się zajmować a dolegliwości nie odpuszczają to jest gorzej.

  • Gdy nam się urodził Młodszy, to starszak chodził już do przedszkola. Ale wcale przez to nie było łatwiej, bo ten starszak dopiero miesiąc wcześniej zaczął chodzić do przedszkola. Generalnie pierwsze pół roku to była ostra jazda bez trzymanki i masakra w jednym. Ale teraz jest fajnie 😉

    • U nas będzie tak, że mała pójdzie do przedszkola od września, więc pierwsze 3 miesiące będę z dwójką w domu. Trochę mnie to przeraża.

  • Mnie też czasami macierzyństwo męczy i to straszliwie. Ale z drugiej strony nie zamieniłabym tego na nic innego, bo kocham być mamą.

    • Ja też bym nie zamieniła, jednak widzę po sobie, że potrzebuję jakiejś odskoczni od tego wszystkiego.

  • Kulinarna Strona Mocy

    Trzymaj się, dziewczyno 🙂

  • Macierzynstwo-raz!

    Łatwo nie jest na początku 🙂 będzie dobrze!

  • Wiem aż za dobrze o czym piszesz…ja tak w domu siedzę już szósty rok… koszmar! Warto znaleźć sobie coś przyjemnego do roboty, bo inaczej to oszaleć można…