STREFA TATY

Marzenia o wspólnym kibicowaniu

11 października 2017

Jedna z pierwszych myśli kibica sportowego, gdy dowiaduje się, że będzie rodzicem? „Fajnie, będziemy chodzić razem na mecze, w sobotnie popołudnia siadać przed telewizorem i oglądać Premier League, a w drodze do i z przedszkola dyskutować o szansach Polski w eliminacjach do kolejnych mistrzostw świata”. Otóż drodzy kibice – to nie zawsze się udaje.

Mimo całej mojej fascynacji piłką nożną. Mimo wykupionego pakietu C+ i Eleven. Mimo hali sportowej praktycznie pod nosem. Moja córka nienawidzi oglądać meczów sportowych. Zwyczajnie NIENAWIDZI – po prostu i przestań tata dyskutować. Próbowałem wszystkiego – od namawiania, brania na litość, po przekupstwa włącznie – jest po prostu nieprzejednana. Wystarczy, że zobaczy w telewizji zieloną murawę (może to być nawet jakiś trawnik pod domem którejś z serialowych rodzin) – od razu każe zmienić kanał, najlepiej na jakąś bajkę.

Pomyślicie: „No ej, w telewizji nie ma klimatu – zabierz ją na stadion/halę, poczuje emocje i zmięknie.” No właśnie, tego też próbowałem – też ze skutkiem mocno mizernym. Mecz piłki ręcznej? Wytrzymała 10 minut. Futsal? Wyszliśmy jeszcze szybciej. Piłka nożna? Wytrzymaliśmy jedną połowę i to tylko dlatego, że większość czasu spacerowaliśmy po trybunach i terenie okalającym stadion.

Kupując w ostatni weekend bilety na mecz Polskiej Ligi Koszykówki między Wilkami Morskimi i Stelmetem Zielona Góra miałem świadomość, że może być źle. Wprawdzie na koszykówce jeszcze nie była, ale nie miałem większych złudzeń – nawet nastawiłem się, że do domu wrócimy mniej więcej, gdy koszykarze w szatni słuchać będą trenera rozrysowującego im taktykę na drugą połowę meczu.

O dziwo, nasza wyprawa już na samym początku zaczęła zapowiadać się nieźle. Po kupnie pamiątkowej koszulki w klubowym stoisku, wręcz zarzuceni zostaliśmy gadżetami od szczecińskiego magistratu. Koszulka, pompony, różnego rodzaju klaskacze – wszystko z logo Szczecin Kibicuje, bardzo przypadły Karolinie do gustu. Na trybunach też było całkiem sympatycznie…do czasu, gdy rozpoczął się mecz. „Długo jeszcze?”, „Musimy tu siedzieć?”, „Nie możemy iść już do domu?”, „Nie chcę tu być!”, „Tak bardzo tęsknię za Michałkiem i Bezą – wróćmy już do nich” – jednym słowem: norma. Nie pomogło zagadywanie – ba, nie pomógł nawet kotek zrobiony z balonika, który Karolina dostała od pani z kącika dla dzieci.

Pomogło za to co innego, a mianowicie…wata cukrowa z tego samego, klubowego stoiska dla dzieciaków. Mała zajęła się przez moment jedzeniem i siłą rzeczy zaczęła spoglądać na parkiet. Zainteresowała się, którzy to nasi, a nawet zaczęła skakać z radości, gdy piłka trafiała do odpowiedniego kosza. Ostatecznie tak się wkręciła, że ze złością przyjęła fakt o końcu spotkania i konieczności powrotu do domu. Po przybiciu „piątek” z zawodnikami po wyjściu z hali, jej pierwszym pytaniem było: „Kiedy znowu pójdziemy na mecz?”

Nie piszę tego żeby się pochwalić, że w końcu będę miał towarzysza do kibicowania – ok, nie piszę tego tylko z takiego powodu. Drogie Wilki Morskie i inne kluby, które dla przygotowujecie atrakcje dla maluchów – chciałbym żebyście wiedziały, że robicie to dobrze! Takie dzieciaki nie płacą za bilety, a i frekwencja na Waszych meczach jakoś znacząco dzięki temu nie wzrasta. Tworzycie w ten sposób jednak miłośników sportu, którzy w przyszłości mogą stać się Waszymi najwierniejszymi fanami. I tego Wam życzę!

Polecane dla Ciebie

  • Moja córka ogląda koszykówkę razem z mężem, nawet chciałaby grać 🙂

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Cóż jako kobieta napisze, że rozumiem córkę 😉

  • Mój 11-letni syn nie interesuje się sportem, ale od czasu do czasu lubi wyjść ze mną na żużel. Teraz planujemy też wypad na jakiś mecz na stadionie narodowym 🙂

  • Też bym się chętnie wybrała! 🙂 Jeśli dzieciom się podobają takie atrakcje to fajnie, że jest możliwość wyjść z nimi i wspólnie kibicować 😉

  • Marlena Hryciuk

    U mnie różnie z tym kibicowaniem bywa. Synek ma 2,5 roku jednak gdy tata ogląda mecz, to robi wszhstko aby przelączyć mu na bajkę 🙂 ale piłką bawić się lubi 🙂

  • Hehe, dlatego mąż tak cisnął na synka (pierwsza była dziewczynka) 😉